środa, 25 grudnia 2013

wesołych świąt...


WESOŁYCH ŚWIĄT!

Niech najbliższe Święta Bożego Narodzenia, upłyną Wam w szczęściu i radości przy kolędach w gronie najbliższych  przy zapachu świerkowej choinki...

życzy Weronika 








czwartek, 19 grudnia 2013

Szaleństwo przedświąteczne

Witajcie kochani,


Wpadłam tak szybciutko, dać znać, że żyję... U mnie szaleństwo świąteczne.... Prac przybywa a jest tego ogrom... Czasu nie ma nawet na przysłowiowe "siku" ;) Zobaczcie sami... 

Ściskam mocno przedświąteczne!





czwartek, 21 listopada 2013

dla Adasia

Dobry wieczór kochani :)

Niezmiernie mi miło, że tu zaglądacie. To dodaje motywacji, chęci i jest to bardzo, bardzo miłe. Po pracowitej, poniedziałkowej nocce i 3 godzinach snu dziś sobie dałam na luz. Rano spałam prawie do 12.00 w południe, jak nie dłużej a teraz nie mogę wybrać się do łóżka, tylko siedzę i kombinuję, wycinam i piszę... Sówka ze mnie :)

Do dzisiejszej mojej ospałości jeszcze pewnie przyczyniła się pogoda; szaro, ciemno i deszczowo. Trzeba będzie się przyzwyczaić. Pamiętacie, jak wspomniałam Wam o okularach, które po wizycie wrześniowej u okulisty powinnam nosić? Zrodził się we mnie jakiś bunt; bolą oczy -nie założę, łzy lecą po polikach -nie założę, boli głowa - nie...  Nie znoszę ich. Przy takiej szarudze to zabójstwo dla moich oczu ale upór bierze górę albo głupota.

A tak z innej beczki. Na zdjęciach sprawca nieprzespanej nocy - szkatułka dla Adasia. Warto było. Rano buźka mi się uśmiechała a satysfakcja jeszcze urosła jak klientce szkatułka (kuferek) bardzo się podobała. Kocham tą robotę :)
Wykorzystałam tu przecierki. W sumie to kolejne doświadczenie o które jestem mądrzejsza. Na zdjęciach efekty.

Wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny i z tej okazji zastanawiam się nad zrobieniem pierwszego Candy na blogu. Co Wy na to? Macie ochotę na zabawę?

Dobranoc!

niedziela, 17 listopada 2013

szkatułka z kryształowymi sercami i inne nowości

Dzień dobry

Po zwariowanym tygodniu dziś troszkę zwolniłam tempo i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Udało się zrobić szkatułkę na biżuterię i bombeczki wiele też prac czeka na skończenie. Niestety przez kilka dni nie miałam weny i robota czekała na "lepsze czasy" :) Na szkatułce ćwiczyłam technikę przecierki na sucho. Nie mogłam się doczekać kiedy spróbuje tej techniki i w końcu nadarzyła się okazja. Ręka mi drżała  przy pierwszych pociągnięciach pędzla :)  Znalazła już domek, co bardzo mnie cieszy.

W naszym mieście w czwartek odbyło się spotkanie artystów. Niestety nie wybrałam się (z przykrością) ponieważ wena przyszła i trzeba było robić a nie kawę pić... Taki psikus...  Szkoda, bo fajnie byłoby poznać nowe osoby zajmujące się rożną sztuką i ewentualnie wymienić doświadczeniami. Czekam do następnego razu :)

Muszę jakoś nauczyć organizować sobie czas; są dni, że robię po 14 godzin, a są że wcale, bo padam ze zmęczenia. Hm...






A tak na inny temat, wczoraj pojechałam na bardzo ciekawe seminarium biznesowe do Wrocławia. Dotyczyło ono produktów Herbalife ale i generalnie tego, co jemy.  To był bardzo udany dzień i warto było pojechać i troszkę posłuchać na temat tego co jemy.

Dziękuję za odwiedziny, miłe komentarze i zapraszam do podczytywania!

Miłej niedzieli



niedziela, 10 listopada 2013

inspirująco

Witajcie w niedzielne popołudnie :)

Tydzień zleciał nawet nie wiem kiedy a każda minuta jest na wagę złota... Tak bym podsumowała ostatnie kilka dni :) Rezygnując z pracy obawiałam się, że nie będę miała takiego kontaktu z ludźmi jak niegdyś i na samą myśl już mi tego brakowało, że stracę kontakt z moimi koleżankami, z którymi znajomość bardzo sobie cenię...  Tymczasem jest zupełnie inaczej, co mnie bardzo cieszy :) Spotykam mnóstwo ludzi, poznaję nowych; ostatnio czas mija mi na spotkaniach i tworzeniu. Rozpoczęłam kurs trenera wellness i zainteresowałam się współpracą z firmą Herbalife. Mam nadzieję, że dzięki tym krokom tylko się będę rozwijać zarówno w mojej pasji, w marketingu oraz w nowych, nieznanych mi dotychczas horyzontach.

Największą dla mnie nagrodą jest to, że moje prace się podobają. Uśmiech i radość "klientów" jest dla mnie bezcenna. To daje mi bodziec do dalszego działania, do tworzenia... Ach...

Wczoraj i dziś przezywam jakiś kryzys; może zmęczenie mnie dopadło albo przesilenie jesienne. Staram się czasu mnie marnować i próbuję nowych przepisów na murzynka z ananasem i placki ryżowe. A może dziś coś postanie nowego... Kupiłam bombki akrylowe ale "boję" się za nie zabrać. Jak nie spróbuję, nie zepsuję to i się nie nauczę... Wiem .:) Musze się zebrać w sobie.



Tymczasem miłego długiego weekendu!




niedziela, 3 listopada 2013

śniegowe bombeczki

Witajcie

w niedzielne popołudnie. Jakoś tak inaczej, nie ma jeszcze godz. 18 a już ciemno...
Lubię ten okres; długie jesienne wieczory i ten klimat. Dzbanek ciepłej herbaty, kot wygrzewający się przy grzejniku, zapalone świeczki, czasami elektryczny kominek i mąż u boku... Czy może być bardziej romantycznie? Uwielbiam to...

W środę szkliwiłam moje pierwsze prace. Na pierwszy rzut wzięłam ceramiczne serduszka-zawieszki. Złudnie myślałam, że to "szybka" praca i spokojnie zdążę oszkliwić miseczki i wazon ale niestety - jak wszystko co artystyczne wymaga dokładności, cierpliwości i czasu. W tym tygodniu robię dosłownie wszystko i bombki i choinki i zawieszki... Dopadło mnie świąteczne szaleństwo. Bombki robię po raz pierwszy i przyznam szczerze, ze ten kulisty kształt sprawia mi wiele problemu. Już nie jedna serwetkę zdzierałam, bo się strasznie marszczy albo zupełnie nie chce przykleić. Nie wiem jaki jest tego powód. Dziwne... Ale i są tez pierwsze prace... moje śniegowe bombeczki. 

Ja dziś uciekam na urodziny koleżanki 

Miłej niedzieli

poniedziałek, 28 października 2013

subtelna elegancja

Dzień dobry w poniedziałek :)

Jak Wam weekend minął? Przyznam szczerze, że ja go prawie nie odczułam. Choinki wciągnęły mnie bardzo... Siedzę, czyszczę szyszki i kleję... Wykończyłam tackę, zagruntowałam styropianowe bombki i czas zleciał mi nawet nie wiem kiedy. Za szybko mi leci czas przy artystycznych pracach, zdecydowanie. Zresztą jak się zajmę pracą to też ciężko mi się oderwać od niej :) Ale najbardziej lubię efekty końcowe.

A propos prac końcowych, to udało mnie się tylko wykończyć choinkę na zdjęciu. Choinka moim zdaniem wyszła bardzo subtelnie ale i elegancko. Urzekła mnie jej kolorystyka srebrno-perłowa. Szczerze przyznam, że z początku w ogóle mnie się nie podobała i uznałam ją za najgorszą swoją choinkową pracę. Na szczęście postanowiłam nic w niej nie zmieniać. Dziś jestem z niej zadowolona i lubię na nią patrzeć.

Nasz kot, pomimo, że Pani jego w domku zwraca na siebie uwagę jak tylko potrafi. Ostatnio lubi mi pomagać przy choinkach. A to mi szyszkę podkradnie, a to pociągnie za kapcia albo ukradnie jakąś wstążkę. Czasami lubię jego towarzystwo ale bywa, że jego "pomoc" aż denerwuje. Ledwo się odwrócę i sianko sizalowe lub cała szpulka wstążki jest w jego łapkach. Słodziak! Ukradkiem zrobiłam mu fotkę w akcji. Tak wstążką był zajęty, że aż nie zwrócił uwagi na aparat (a zdjęć nie lubi). Zwierzęta są wspaniałe :)


 Miłego popołudnia!



środa, 23 października 2013

nie lubię 23-go

Witajcie!

Jak Wam mija poranek? Mi od rana nie idzie po mojej myśli...  Wpierw poparzyłam się żelazkiem, potem zapomniałam odpisu recepty i drugi raz do apteki musiałam gonić, dwukrotnie musiałam zmieniać kasę aby kupić kilka gąbek do kąpieli... Nie lubię 23-go... Przesądna nie jestem ale najczęściej to właśnie 23-go spotykają mnie dziwne przypadki. Zbieg okoliczności czy faktycznie jakiś pech??? A to dopiero początek dnia :)

Wczoraj w końcu wzięłam się za zieloną tackę z postarzeniami. Pierwszy raz takie postarzenia robiłam na większej niż jajko powierzchni :) Przyznam, że jestem zadowolona z efektu. Oceńcie sami :)


Przy porannej kawie miłego dnia życzę :)



wtorek, 22 października 2013

Choinkowo

Witajcie !

Ostatnie kilka dni minęły bardzo pracowicie. Szyszkowe choinki dosłownie wessały mnie. Robienie ich sprawia mi wielka przyjemność i satysfakcję. Roi się w głowie od nowych pomysłów i mogłabym siedzieć i tworzyć i tworzyć... :) Oby mi czasu wystarczyło :) Na zdjęciu dwa moje, nowe nabytki :)

Weekend bardzo miło spędziłam. Udało się mężusiowi wyciągnąć mnie z domku i wybraliśmy się do przyjaciół, których wielki nie widzieliśmy.  Bardzo miło spędziliśmy u nich czas, obejrzeliśmy film... Kochani dziękujemy za zaproszenie! Piękna pogoda, ciepło zachęca do spacerów, także nie szczędzę ich sobie.

Jeśli macie ochotę, zapraszam do fanpage'a Szkatułki Inspiracji  :)

Miłego dnia życzę!



 

piątek, 18 października 2013

moja eko-choinka

Witajcie w piątkowy wieczór :)

Moje mieszkanie wygląda dosłownie jak składowisko; pełno w nim kartonów ze styropianowymi bombkami, farb, lakierów, szyszek, gałęzi i innych materiałów dekoracyjnych. Zaczęłam ostro przygotowywać się do nadchodzących świąt. Trochę tak dziwnie, w połowie października robić choinki ale czasu już jest niewiele.

Wczoraj postanowiłam zmierzyć się z szyszkami i zrobiłam choinkę, bardziej w eko stylu. Efekty mojej pracy widać na zdjęciu :) Choć nieobło się bez poparzeń klejem to robienie jej sprawiło mi wielką frajdę. Jutro ruszam z kolejnymi art pracami... Uwielbiam te robótki! :)

Miłej nocki :)

środa, 16 października 2013

deska pełna serc

Witajcie,

I stało się to, co było nieuniknione. Poniedziałek był moim ostatnim dniem w pracy. To była moja decyzja, trudna, ale mam nadzieję, że słuszna. Na moje odchodne upiekłam pyszne ciasto z jabłkami i bitą śmietaną.Oczywiście, nie obyło się bez przygody. Roztargniona zapakowałam ciasto na tylne siedzenie w aucie a na koc położyłam torebkę. Przy mocniejszym hamowaniu torebka wpadła prosto do ciasta. Na szczęście bita śmietana była jakimś cudem nienaruszona.
Pozdrawiam Was cieplutko dziewczyny!

Wczoraj, przy podwieczorkowej herbatce nie zabrakło inspiracji już w świątecznym klimacie. Zrobiłam deskę pełną serc. Zawieszki -serduszka czeka jeszcze wypalenie w piecu i malowanie ale już na etapie gliny prezentują się nieziemsko.
Bardzo ciekawa jestem efektu końcowego.


Miłego dnia!


niedziela, 13 października 2013

w jesiennym klimacie

Witajcie,

Przepraszam za moją nieobecność na blogu. Mamy fantastyczną jesień za oknem więc powinnam tryskać energią, wrzeć nowymi pomysłami tymczasem jest odwrotnie... Przechodzę chyba jakiś kryzys; na nic nie mam ochoty, nie mogę sobie miejsca znaleźć, także nic nowego w ostatnim czasie nie powstało. Troszkę zrobiłam drobnostek z gliny ale dopiero czekają na wypalenie, zatem efektów mojej pracy jeszcze nie ma. Pewnie przyczyniło się do mojego samopoczucia zdrowie i ważne decyzje życiowe. Wpierw zdołowała mnie wizyta u okulisty, gdzie okazało się, że pomimo niewielkiej wady powinnam nosić okulary, których nie znoszę. Teraz, od ponad dwóch tygodni walczę z bólem żołądka, biorę leki i niewielka poprawa nastąpiła. Niestety, silna dawka stresu zrobiła swoje. Zalecony mam spokój i odpoczynek, jednak wszystko ostatnio mnie drażni i denerwuje. Ale doś smęcenia :)

Z okazji mężusiowych imienin, natchnięta pysznościami australijskim MasterChefem, w zeszłym tygodniu upiekłam tartę z jabłkami z kremem migdałowym i syropom z wiśni. Przepis na ciasto wzięłam właśnie z tego programu. Ciasto wyszło rewelacyjne! Naprawdę polecam a robi się je tak: 250 gram mąki miesza się delikatnie w mikserze z 200 gram masła (pokrojonego w kostkę) tak aby składniki delikatnie się połączyły. Następnie dodaje się do mąki i masła 160 gam śmietany i znowu trzeba zamieszać. Następnie wysypujemy lekko połączone składniki na blat i ściskamy z każdej strony (nie wyrabiamy!). Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 20 min. Potem  posypujemy troszkę mąką i rozwałkowujemy. Kładziemy na blaszkę, nakłuwamy, znowu wkładamy do lodówki na 10 min. i pieczemy w temp. 200 stopni 20 min.

Wczoraj pojechaliśmy z mężem do lasu na grzyby. Uwielbiam to! Grzybobranie było bardzo owocne. Zebraliśmy prawie dwa wiaderka. Moje wiaderko grzybów (mniejsze) podarowałam mamie. Z większego - mężusiowego wiadra zrobiliśmy pyszny sos, część zamroziliśmy i ususzyliśmy. W mieszkaniu unosił się śliczny zapach suszonych grzybków (ja bardzo lubię ten zapach). Dziś suszki wylądowały w szczelnie zamkniętym słoiku.

 A od mamy dostałam pyszne jabłuszka, prosto z jej sadu.



Miłej niedzieli!

czwartek, 19 września 2013

w zielonym klimacie -podkładki

Witajcie,

Przede wszystkim dziękuje, że tu zaglądacie. Jest mi niezmiernie miło :)

Czas leci bardzo szybko, urlop zleciał i już prawie tydzień w pracy za mną. W drugim tygodniu urlopu pojechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej. Naładowałam akumulatory, odpoczęłam i przemile spędziłam czas u boku ukochanej osoby :) Kocham góry. Pogodę mięliśmy bardziej jesienną niż letnią; dosłownie jeden dzień mieliśmy słoneczny, zaś pozostałe dni w kratkę trochę słońca trochę deszczu. Pomimo kapryśnej aury zwiedziliśmy Bukowinę oraz Morskie Oko, którego kolor w odcieniach turkusu dosłownie zaparł mi dech w piersiach. Potykając się o kamienny szlak, prowadzący wokół jeziora podziwiałam zmieniające się turkusy wody w zależności od światła jakie nań padało. A słońcu na pewno wygląda jeszcze cudowniej.
Mieliśmy też nie lada przygodę w górach. Dosłownie zgubiliśmy się schodząc z głównej drogi na ścieżki wyjechanie przez traktory. Niestety ścieżka prowadziła donikąd; dosłownie nagle się skończyła. Musieliśmy (przygotowani na spacer a nie ekspansję górską) przedzierać się przez jakieś opuszczone miejsca, pastwiska,rzeczkę, lasy, chaszcze i ogrom błota. To było hm... na tamtą chwilę mało zabawne ale teraz wspominam to z uśmiechem na twarzy. Bukowina to wspaniałe miejsce, piękne widoki ale moim zdaniem ma jeden minus - brak szlaków. Wszystkie praktycznie prowadzą wzdłuż ruchliwej drogi (jednej, drugiej), bez porządnego pobocza ani chodnika. To duży minus i bywa naprawdę niebezpiecznie. Druga sprawą jest, że pojechaliśmy odpocząć a tymczasem mnie dobijał jazgot przejeżdżających aut.
Ale czas urlopowy spędziliśmy maksymalnie i fantastycznie a uśmiech z twarzy nie może mi zajść. Jestem szczęśliwa.

Obiecałam zdjęcia skończonych podkładek pod kubek. Niestety siadł nam komputer tuż przed wyjazdem i praktycznie do dziś byłam odcięta od świata. Tu również wykorzystałam technikę na cukier, pobawiłam się cieniami, stemplami. A oto efekty mojej pracy.

Miłego wieczorku!

piątek, 6 września 2013

zielona tacka z serduszkiem

Witajcie,

Prawie tydzień długo oczekiwanego urlopu na mną. O wylegiwaniu się w łóżku do 12.00 z mężusiem, szlafroku i pilotem w ręku w tym tygodniu mogłam tylko pomarzyć :) Urlopik zaczęliśmy z przyjaciółmi od zdobycia Śnieżki. To było wyzwanie. Nie wspomnę o bólu nóg i zakwasach przez następne dwa dni. Ale dla takich widoków i wielkiej satysfakcji z pokonania słabości warto było :) Kolejne dni minęły na paplaniu się w błocie tzn. kładzeniu kabli i rur na działce. Nie ma co, wielka ta piaskownica :)  Wtedy do śmiechu mi nie było, wcale ale dziś "błotną zabawę" z uśmiechem wspominam.

Dziś wstałam o 6.30 i już o 7 zaczęłam piec ciasto. Dziś przylatuje na kilka dni moja siostra i mamy zaległe urodziny mamy (zaległe bo było 3 września). Także dziś wieczorem będą dwie okazje do świętowania. Ach, co za piękny zapach ciasta w domku się unosi...  Nie wytrzymałam, musiałam ukroić sobie kawałek :)

Artystycznie też nie próżnowałam. Powstały rękodzieła, tym razem wzięłam się za tacki i podstawki pod kubek. Pierwsza tacka wyszła mi za bardzo postarzona także wzięłam się za drugą w jaśniejszym odcieniu zieleni. Tu wykorzystałam metodę na cukier ale szczerze mówiąc nie wiem jaki efekt powinien wyjść. Wyszła dość ciekawa faktura i ale czy o to chodzi? Najważniejsze, że jestem z niej mega dumna. Druga tackę i podstawki muszę jeszcze wykończyć. Ale to sobie zostawię na weekend :)


niedziela, 25 sierpnia 2013

nowa nazwa - Szkatułka Inspiracji

Witajcie,

Kochani dość długo rozmyślałam nad nazwą mojego bloga, który całkowicie odzwierciedlałby to co robię i czym się pasjonuję. W końcu, zupełnie przypadkowo, bo w KFC przy frytkach i kurczaku (inspirująco :) ) z psiapsiółą wpadła mi na myśl nazwa idealna, która całkowicie jest mi bliska i mojej twórczości. Także, od dziś "mój art look&design" zmienił nazwę na "Szkatułka Inspiracji". Mam nadzieję, że zmiana nazwy nie będzie dla was niedogodnością i nadal będziecie do mnie chętnie zaglądać :)

Z boku mój pomocnik, słodziak :)

Miłej niedzieli

czwartek, 15 sierpnia 2013

słoiczki dwa

Witajcie

Przyznaje, trochę zaniedbałam bloga ale też nie bardzo miałam o czym pisać. Jestem ciepłolubna, a nawet bardzo ale te upały mnie dosłownie wykańczały. Chęci wyciągnięcia farb i stworzenia czegoś fajnego skończyły się tylko chęciami. Szkoda, bo czuję, że zmarnowałam czas. Tymczasem upały się skończyły i powstały dwa, nowe słoiczki, które w końcu skończyłam:)

Słoiczki z podobnym motywem są kontynuacją słoika z ptaszkiem - herbata. Musiałam się zmierzyć z techniką kropkowania. Niby banalny sposób na nadanie charakteru słoiczkom i ich przyciemnienia ale wymaga pewnej wprawy i opanowania techniki - zresztą jak wszystko. Po testowaniu przeróżnych przedmiotów z włosiem w końcu udało się osiągnąć zamierzony efekt. Oby siostrze się spodobały :)

Weekend zapowiada się wyjazdowy. Jutro (urlop :) ) wybieram się do Wrocławia po siostrę ale mam nadzieję, że skończę gazetnik czyścić ze starego lakieru. W Czaczu kupiłam gazetnik, który wymaga też dużego nakładu pracy. Ale jak uda się go odnowić będzie naprawdę śliczna ozdobą :) W niedzielę, zapowiada się z przyjaciółmi wypad do skalnego miasta w Czechach. Nie mogę się doczekać, kiedy znowu pod stopami poczuje góry, które uwielbiam :)

Wczoraj na spotkaniu przy herbatce u koleżanki liznęłam ceramikę. Zrobiłam z gliny kwiatuszka - już się suszy i storczyka, który okazał się niezłym wyzwaniem dla nowicjusza :) Storczyk w pudełeczku leży na szafce i czeka na dokończenie. Po ciężkim dniu w pracy naprawdę się zrelaksowałam. Wspomnienia ze studiów z gliną nie należały do przyjemnych -nie przypadło mi do gustu papranie się w błotku ale ta szara glina okazała się wielką frajdą :) Przede mną dalsze poznanie techniki i już nie mogę się doczekać.

 Miłego popołudnia

poniedziałek, 15 lipca 2013

stary wiatrak w Lędzinie

Witajcie,

Niestety od ostatniego wpisu nie przybyło nowych prac ale za to pojawiły się nowe inspiracje. Jedną z nich jest stary wiatrak w Lędzinie. 
Dziś wróciliśmy z mężem z dosłownie 3 dniowej wyprawy nad morze. Niestety przez trudny dojazd (korki) i prawie 8 godzinnej jeździe, tylko w niedzielę mogliśmy przejść się wzdłuż niechorskiej plaży i stopy zanurzyć w wzburzonym morzu. Popołudniu pogoda już nam nie dopisała i upajaliśmy się ciepłą herbatką i muzyką na żywo w restauracji.

Czasami warto gdzieś pojechać, coś nowego zobaczyć i pomyśleć... Uwielbiam takie wypady. Zabrzmi to znowu tajemniczo ale pojawiły się nowe pomysły :) Póki co jestem na etapie "burzy myśli", a co z tego wyjdzie, okaże się w niedługim czasie... i ten piękny wiatrak... Ta cudowna biel, która go wyróżnia. To dzięki niej nietrudno go dostrzec wśród otaczających go pól i zieleni. Ale wyróżnia go jeszcze coś; duch przeszłości. Miałam okazję poznać te miejsce bliżej, bo i w dzień i w nocy, i rano i wieczorem. Kto wie, morze powstanie kolejny obraz zainspirowany, tym, nadmorskim zabytkiem?



















 Dobranoc:)

niedziela, 30 czerwca 2013

zaproszenie na 30-tke

Witam w niedzielne popołudnie :)

Kolejna, kreatywna niedziela mija w ekspresowym tempie. Dziś popracowałam troszkę graficznie i artystycznie. Teraz po półeczce pracuje nad drewnianym "trio" do mojego domku. Brzmi tajemniczo?...  sama też jestem ciekawa co z tego "trio" powstanie :)

Zamówiłam też pędzle z renesansu do malowania/lakierowania. Po ostatniej wtopie z lakierem poliuretanowym muszę uzupełnić braki. Mój ulubiony pędzelek chyba się stopił, jak go chciałam doczyścić terpentyną po lakierze. Chemikiem nie jestem ale reakcja wyszła niezła :D

Obiecałam zdjęcia zaproszeń nad którymi niedawno siedziałam. Oto one. Nie miałam tu zbyt wiele czasu na przemyślenia więc szłam na żywioł.


Miłej niedzieli! Pozdrawiam

sobota, 22 czerwca 2013

zabawa aparatem

Witajcie

Wolne chwile w tym tygodniu spędziłam przy zaproszeniach. Fajnie tak coś zrobić dla kogoś, a tym bardziej jak efekt końcowy wywiera pożądane wrażenie. Trzy wieczory po pracy i są; ale do tego tematu wrócę niebawem :)

Na początku czerwca pojechałam do Wrocławia na Festiwal Wysokich Temperatur w ASP. Miałam tam okazję wziąć udział w warsztacie płaskorzeźb odlewanych żeliwem. Była i jest to dla mnie nowość, gdyż nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tym materiałem. Zrobiłam w negatywie drzewko ale niestety moja praca przepadła i nie znam efektu końcowego. Szkoda....





Często powracam wspomnieniami do Wiednia. Koniecznie muszę jeszcze nie raz tam pojechać :) Na wycieczce w wolnym czasie miałam chwile na zabawę z aparatem. Fotografia nie jest moją wielką pasją ale czasami lubię porobić zdjęcia; ując inny, swój punkt widzenia. Nieczęsto mam okazję na podobne zabawy choć i u nas jest wiele otaczającego piękna.  Bywa, ze potem w nich szukam inspiracji.






niedziela, 9 czerwca 2013

półeczka na przyprawy

Witajcie w niedzielę
W Głogowie pogoda burzowa - niestety. Rano ( o ile można tak powiedzieć, bo wstaliśmy ok. 10.00) świeciło piękne słoneczko. Miałam w planach skończyć półkę, potem zaprosić moją mamę na jakieś ciastko, a  po słodkiej uczcie jakiś spacer. Wczoraj piekłam muffiny czekoladowe więc tak sobie pomyślałam o mamie :) Skończyłam półkę ale pogoda się zepsuła i ze spaceru pewnie nici.
Nie mogłam się doczekać zrobienia czegoś z motywem lawendy więc wykorzystałam do tego półeczkę na przyprawy.
A oto jej "drugie życie"


Miała być w kolorze ekri ale pobawiłam się patyną i wyszedł efekt jak widać. Pierwsze przymiarki na ścianie. Jak się prezentuje?



Miłej niedzieli -przede wszystkim słonecznej :)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

spełnione marzenie -Wiedeń

Witajcie,
Kiedy byłam małą dziewczynką pokochałam walc wiedeński; teraz jako dorosła kobieta pokochałam Wiedeń.
Z okazji naszej 3-ciej rocznicy ślubu spełniło się moje ciche marzenie, pojechaliśmy na czterodniową wycieczkę do Wiednia. Uczucia jakie towarzyszyły wyjazdowy to cała magia wspomnień, marzeń i poznania u boku ukochanej osoby, tej jedynej.
Jako dziecko wpatrywałam się w turnieje tańca towarzyskiego, przezywając każdy obrót w rytmie walca. Uwielbiałam takty do których wirowały dokoła parkietu piękne suknie z piórami, świecącymi kamieniami. Kiedy byłam starsza tańczyłam już sama, a potem dzieliłam ten piękny taniec z moim mężem. Walcem wiedeńskim rozpoczęliśmy też poprawiny na naszym weselu.
W samym Wiedniu wspomnienia ożyły, stały się takie namacalne. Wyobrażałam sobie Nas tańczących do muzyki Johanna Straussa w sali balowej w pałacu Hofburgu. Ach... wielkie marzenie, które mam nadzieję, że kiedyś się spełni :)



















 piękna figurka :)


Jako miasto Wiedeń również wywarł na mnie ogromne wrażenie. Architektura, podejście i szacunek do sztuki, wiedeńska secesja... nie wiedziałam na co patrzeć. Wkomponowanie nowej architektury w starą, zabytkową zupełnie jej nie stłumiło, ba wręcz przeciwnie, podkreśliło jej największe atuty. 
W Belwederze wielka przyjemność sprawiło mi zwiedzenie galerii malarstwa.  Namacalnie zobaczyć techniki wielkich malarzy, przyjrzeć się każdemu pociągnięciu pędzlem -niesamowite! Z trudem powstrzymywałam się od dotykania palcem obrazów, poczucia ich faktur. Przyznam szczerze, że mąż mnie podtrzymywał mówiąc cały czas -nie dotykaj.  Wiem, że nie wolno ale to było ode mnie silniejsze. 


widok na Kościół

park miejski 


Pałac Schoenbrunn to kolejne miejsce w którym moja dusza uradowała się. Te pełne kwiatów miejsce, cudowne ogrody zaparły mi dech w piersiach. Żałuję, że na zwiedzenie tego wspaniałego pałacu mieliśmy na prawdę mało czasu. Zrobiłam kilka artystycznych zdjęć, wypiliśmy kawkę i trzeba było się z Wiedniem zegnać. 

 fragment kościoła barokowego

Dobranoc :)

poniedziałek, 20 maja 2013

nasza rocznica

Pełen wrażeń, uczuć, potu, radości i miłości płynącej prosto z serca.... Tak określiłabym ostatni miesiąc. Jakby ktoś zapytał mnie jaką porę roku lubię najbardziej albo jaki miesiąc, miałabym wielki problem z odpowiedzią. Każda z nich ma jakieś piękno, pewien czar ale i cudowne wspomnienia z nią związane. Dzięki poznanej miłości mój świat się zmienił. Zaczęłam go inaczej postrzegać; nie jest już czarny i biały a kolorowy, pełen cudownych barw, zapachów i ukrytego piękna. Owszem, te piękno czyni to, co widzimy, czujemy ale czynią go też malutkie szczegóły, gdzieś ukryte, czasem niewidoczne ale jakże ważne, nadając pewnej wyjątkowości temu, co wydaje się nam zwykłe.
Uwielbiam wiosnę, młodziutkie liście na drzewach w świeżym, jasnym odcieniu zieleni. Kocham kwiaty, deszcz płatków z drzew, latające motyle i ciepłe promienie słońca. To wiosną rozkwitała nasza miłość. Wiosną  usłyszałam z ust mojej ukochanej osoby po raz pierwszy - kocham cię. Te słowa zabrzmiały dla mojej duszy niczym muzyka; najpiękniejsza melodia dla moich uszu i serca, która wciąż gra wśród malowniczych pagórków Górkowa.
Kiedy byłam nastolatką uwielbiałam majowe, ciepłe wieczory, grające świerszcze w parku, którego nieopodal mieszkałam. Siadałam z siostrą i znajomymi na ławce którą rozświetlały pomarańczowe lampy i słuchałam majowej nocy, szmeru strumyka...
Dziś miesiąc maj stał się szczególny dla mnie z innego powodu. 15 maja z moim mężem powiedzieliśmy sobie magiczne -Tak. Na dobre i na złe; w zdrowiu i chorobie... Miłość rozkwitła a moja niegdyś "mała perełka" stała się najpiękniejszym kwiatem. Wiosna stała się początkiem naszej wspólnej drogi, naszego wspólnego życia. Czy może być coś piękniejszego?
Aby uczcić naszą kolejną rocznicę, postanowiłam upiec tort (po raz drugi w życiu). Chciałam, aby tort był wyjątkowy, jak dzień naszej rocznicy. Niewinny, delikatny w kolorze mojej sukni z soczystymi truskawkami, przypominającymi małe serduszka. Czy mi udało się? Oceńcie sami.


O tym co jeszcze u mnie, napiszę w kolejnym poście
Miłego wieczoru!

piątek, 12 kwietnia 2013

wiosna w kropeczki

W końcu mam internet i mogę kilka słów na blogu napisać :) Ograniczyły mnie limity ale już jestem. W tym roku miałam wyjątkowe święta, tzn. łóżkowe, bez dekoracji jakiś wymyślnych specjałów etc. Ten przymusowy "luz" miał swój urok :) Ze zdrówkiem już jest ok. i to najważniejsze.
W ostatnim czasie przyciągnęły moją uwagę kropeczki, mam kilka pomysłów na udekorowanie swojego mieszkania kropeczkami. Co prawda preferuję styl nowoczesny ale troszkę skłaniam się do "starych" klimatów :) Pewnie przyczyniło się do tego zainteresowanie decoupagem, co bardzo chciałabym rozwijać.

Mój pierwszy zakup kropeczkowy - filiżaneczki. Z początku nie byłam przekonana do koloru ale kiedy wyeksponowałam je w kuchni, myślę, że pięknie się prezentują.


  zrobiło się u mnie troszkę wiosennie...

 A to nasza kicia... Santse. Spanie i jedzenie... ot, co robi najlepiej. Ale jest kochany :)


Miłego weekendu!

poniedziałek, 25 marca 2013

najważniejsze to wyrażać siebie

Witajcie kochani,
Przepraszam, że mnie ostatnio troszkę tu zabrakło. Miałam "zdrowotny" tydzień; wpierw usunęłam ósemki potem poszło na gardło i niestety skończyło się na antybiotykach do jutra. Praca artystyczna niestety też stanęła w miejscu. Ale mam małą niespodziankę :) Dwa piękne (może podzielicie moje zdanie) obrazy namalowane własnoręcznie jeszcze nie tak dawno temu. W obrazach chciałam wyrazić siebie i chyba się to udało :) Jednak co oglądający to inna opinia - bardzo mnie to cieszy, że każdy widzi je w inny sposób. A ja? Uwielbiam je!


 "Postać we mgle" podarowałam mojemu mężowi z okazji naszej I rocznicy poznania się. Pamiątka prosto z serca.

Miłego dnia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...